wtorek, 20 września 2016

Gdy komuś palma odbija…

Jak się okazuje pieniądze to nie wszystko, nawet posiadając ogromną kasę, nie da się kupić piękna natury, za to zniszczyć ją jak najbardziej. Dobrze by było, żeby zrozumiał to także polski minister środowiska, zwłaszcza w kontekście rządowych planów kaskadyzacji rzek, przekopywania Mierzei Wiślanej i podobnych snów o betonowej potędze. Sprawa dotyczy Dubaju, ale podobnie dzieje się w każdym kraju owładniętym inwestycyjnym amokiem motywowanym rządzą zysku za wszelką cenę – skutki jak zawsze nieprzewidywalne i z reguły opłakane, nie tylko dla przyrody, choć akurat ona interesuje mnie najbardziej.

poniedziałek, 19 września 2016

Samozwańczy władcy lasów i pól

Mnie nie musisz się bać...
Projektowana nowelizacja prawa łowieckiego zaczyna mnie przerażać i wkurzać. Po raz kolejny dano mi jasno do zrozumienia, że w lesie, w przyrodzie jestem obywatelem drugiej kategorii, tylko dlatego nie czerpię satysfakcji i kasy z jej ordynarnej eksploatacji.

sobota, 17 września 2016

Wisła u schyłku lata

Zazwyczaj pływam małymi, w porywach średnimi rzekami, często o brzegach porośniętych lasem – niestety tylko takie są w Polsce jeszcze w miarę czyste i niezdewastowane regulacjami do szczętu. Choć bywa z tym już coraz gorzej. Na tym skromnym krajobrazowo tle Wisła imponuje rozmachem, już sam jej rozmiar, który otwiera szeroko przestrzeń przed wędrowcem, robi wrażenie.

niedziela, 28 sierpnia 2016

Mikrowyprawy, to jednak nie minibwp

Na niedawnym spływie znajomi pokazali mi książkę Łukasza Długowskiego, która ponoć stała się ostatnio dość modna. Najbardziej zaintrygował mnie tytuł – „Mikrowyprawy w wielkim mieście” i fragment wstępu, bo skojarzył mi się oczywiście z minibwp :)

poniedziałek, 13 czerwca 2016

Krutynia i nie tylko w stylu retro

Krutynią i mazurskimi jeziorami zawsze dobrze się pływa, ale po lekturze książek Wojciecha Kujawskiego pływa się jeszcze przyjemniej, bo uruchamiają wyobraźnię, która dopisuje do tego, co widzimy tu i teraz nostalgiczny obraz przeszłości tej krainy. Oczywiście możliwe jest to tylko dla tych, którzy umieją spojrzeć na nią oczami Marion Dönhoff, która we wstępie do swej książki „Nazwy, których nikt już nie wymienia” potrafiła napisać:
„Za każdym razem, gdy ponownie widziałam te aleje, samotne jeziora i ciche lasy, czułam, że przyjechałam do domu. Krajobraz jest bowiem ważniejszy niż wszystko inne. W ostatecznym i istotniejszym rozumieniu nie jest on zresztą niczyją własnością, a jeśli już, to należy do tego, kto potrafi kochać, nie posiadając.”